Gdy wszyscy przyszliśmy na zbiórkę druh Michał już na nas czekał przed wejściem do budynku, bo pojawiliśmy się trochę przed czasem. Gdy o 18:00 weszliśmy na górę, na ziemi leżał jakiś człowiek! Pięknie opalony, ubrany w koszulę i spodenki w tropikalne kwiaty, z naszyjnikiem z kwiatów na szyi… Jak gdyby nigdy nic popijając sobie mleko z kokosa powiedział do nas „Aloha!” i uśmiechnął się. Powiedział, że przybył do nas, abyśmy mieli go za przewodnika na sąsiednią wyspę, tam gdzie mieszka, bo słyszał, że czegoś szukamy.
Zgodnie z ostatnią tradycją zbudowaliśmy statek i po krótkiej podróży dotarliśmy na trzecią wyspę. Rozpaliliśmy świeczkę, zaśpiewaliśmy obrzędową piosenkę – „Morskie opowieści”, i nasz hawajski przewodnik, Malako, jak się później przedstawił, opowiedział nam historię o chłopcu Puniu i o złym królu rekinów, Kale. Po legendzie Malako powiedział, że nie może nam tak po prostu pozwolić przeszukać swojej wyspy, musi być coś za coś. Zlecił nam trzy zadania: musieliśmy zrobić sobie naszyjniki hula, takie jak ma Malako, wskazać Hawaje na mapie świata i powiedzieć kilka ciekawostek o Hawajach, a w zamian Malako poprosi swoich hawajskich braci, żeby ci przeszukali wyspę za nas.
Naszyjników niestety nie zdążyliśmy zrobić, ale za to z resztą poradziliśmy sobie błyskawicznie! Między innymi dowiedzieliśmy się, że stolicą Hawajów jest Honolulu i Hawaje są jednym ze stanów USA, a stan ten został nazwany Aloha. Nie zdążyliśmy jednak usłyszeć od naszego hawajczyka jak poszły poszukiwania artefaktu – miejmy nadzieję, że nas jakoś powiadomi!
Pod koniec zbiórki nadszedł czas na sprawy organizacyjne. Podzieliliśmy się na dwie szóstki: Orły i Jastrzębie. Szóstkowymi zostali Tuptak i Kosiu. Przymierzaliśmy też mundury zuchowe, żeby wiedzieć jakie rozmiary zamawiać.
Na koniec usiedliśmy w kręgu, ponownie zaśpiewaliśmy „Morskie opowieści”, zgasiliśmy świeczki i zbiórka się zakończyła.