Tego dnia przyszliśmy na zbiórkę, i od razu zauważyliśmy siedzącego z druhem Kacprem i druhem Kubisem Kowboja. Był to szeryf John z sąsiedniej wyspy. Nie mówił najlepiej po Polsku, więc druh Kubis musiał trochę pomóc w tłumaczeniu. Szeryf dał nam list od naszego wspólnego przyjaciela Sharkiego oraz prezent od niego – schemat kołnierza marynarskiego, oraz prezent od siebie – materiał na kowbojskie chusty, z którego zrobiliśmy kołnierze. Następnie przyodziani w marynarskie stroje ruszyliśmy na kowbojską wyspę. Tam powstały pierwsze komplikacje. Otóż, nie mogliśmy tak po prostu przyjść i rozkopać kowbojom wyspę. John miał jednak dla nas propozycję. Jego kowbojscy przyjaciele przeszukają dla nas wyspę, pod warunkiem, że my również staniemy się kowbojami. Musieliśmy w tym celu poznać trochę faktów na temat USA i dzikiego zachodu, pouczyć się trochę słówek, a nawet poznaliśmy grę prosto z Ameryki. Po odpowiednim przygotowaniu, szeryf mianował nas na kowbojów. Czekały na nas jednak smutne wieści. Na wyspie nie było artefaktu. No nic, następnym razem przeszukamy kolejną wyspę w poszukiwaniu tajemniczego artefaktu, a może nawet znowu poznamy jakichś ciekawych ludzi i nowe kultury.